„Bo ja nie umiem!” – czyli co tak naprawdę mówimy, kiedy szukamy wymówek?
Rano, po raz kolejny przy zakładaniu ubrań do przedszkola, słyszę ten dobrze znany protest:
– Mamusiu, załóż mi to, bo ja NIE UMIEM!
Kiedy spokojnie odpowiadam:
– To się nauczymy, pomogę Ci, zobaczysz, że dasz radę!,
w odpowiedzi słyszę kategoryczne:
– Nieee, bo się NIE DA!
Siedzimy nad tymi skarpetkami i w końcu z uśmiechem pytam:
– A może po prostu Ci się nie chce? Albo boisz się, że sama założysz odwrotnie?
I nagle dociera do mnie jedno: my, dorośli, robimy dokładnie to samo. Tylko nauczyliśmy się używać bardziej skomplikowanych zdań i dorobiliśmy do tego całą dorosłą filozofię.
Kiedyś napisałam o tym tekst i dziś, patrząc na to z perspektywy matki prawie czterolatki, widzę to jeszcze wyraźniej. Te wszystkie zdania, które codziennie rzucamy automatycznie, to nic innego jak nasze własne, dorosłe zasłony dymne. Tarcze, za którymi się chowamy, żeby nie musieć przyznać się do czegoś przed samą sobą.
Co tak naprawdę za nimi stoi?
Co mówi maluch: "Naprawdę dopiero się uczy albo czuje, że to za trudne – ale też szybko łapie, że jak powie „nie umiem”, to mama założy buty szybciej."1. „Bo ja nie umiem”
Co mówi dorosły: "Nie chce mi się podjąć wysiłku, żeby się tego nauczyć. "
Każda rzecz, którą dziś potrafisz – od zawiązania butów, przez prowadzenie samochodu, po obsługę trudnego programu w pracy – była kiedyś czymś, czego NIE umiałaś/łeś. Nauka to wysiłek. I to jest OK. Ale jeśli zamiast spróbować, od razu składasz broń... to nie o brak umiejętności chodzi.
Maluch: "Naprawdę jeszcze tego nie wie i potrzebuje dorosłego, żeby mu wyjaśnił świat ."2. „Bo ja nie wiem”
Dorosły: "Nie chce mi się poszukać odpowiedzi. Nie chcę wziąć odpowiedzialności."
Świat leży na wyciągnięcie ręki – wystarczy wpisać pytanie w wyszukiwarkę albo zapytać kogoś, kto się zna. Skoro tego nie robisz, to nie brak wiedzy Cię powstrzymuje. Po prostu ta wiedza nie jest Ci dzisiaj potrzebna, albo nie chcesz się dowiedzieć.
Maluch: „Teraz robię coś innego!” (I jest w tym w 100% szczery).3. „Nie mam czasu”
Dorosły: "To po prostu nie jest mój priorytet."
Mój ulubiony klasyk. „Chciałabym poczytać/poćwiczyć/zjeść w spokoju, ale no nie mam kiedy!”. A potem łapię się na tym, że przescrollowałam pół godziny na telefonie. Czasu nie da się kupić w sklepie, zapakować do torby i zużyć później. Zegar tyka tak samo dla każdego z nas – doba ma dokładnie 24 godziny. Kiedy mówimy „nie mam czasu”, tak naprawdę mówimy: „to nie jest teraz mój priorytet”. I to też jest w porządku, dopóki jesteśmy ze sobą szczerzy.
Maluch: „Nie podchodzę do niego, bo na mnie nakrzyczy, boję się”.4. „On/ona nigdy nie ma czasu, więc nie chcę przeszkadzać”
Dorosły: "Boję się odrzucenia."
Zamiast napisać krótkiego SMS-a z propozycją spaceru, budujemy w głowie całe scenariusze. „Pewnie jest zajęta”, „Pewnie nie ma ochoty”. A może po prostu boisz się odrzucenia? Albo tego, że ktoś odpowie: „Dzisiaj nie mogę, ale chętnie we wtorek”?
Maluch: „Będę układać klocki, żeby nie sprzątać zabawek!”5. „Najpierw muszę ogarnąć dom” - lub cokolwiek innego
Dorosły: "Boję się zabrać za to, co naprawdę trudne / nie chce mi się usiąść do ważnej rzeczy."
Och, to była moja sztandarowa wymówka na studiach! Przed każdą sesją egzaminacyjną mój dom lśnił. Okna myłam z taką pasją, jakby od tego zależało moje życie. Robiłam milion nieistotnych rzeczy, żeby tylko nie usiąść do tego, co naprawdę trudne. Prokrastynacja w czystej postaci.
Maluch: „Nie chcę tego, więc powiem, że jest głupie.”6. „To za drogie / głupie / nudne”
Dorosły: "To nie jest dla mnie aż tak ważne / uważam, że na to nie zasługuję."
Często mówimy tak z przyzwyczajenia, albo dlatego, że pod spodem czujemy: „nie zasługuję na to”. Ale zobacz: kiedy pojawia się coś, na czym nam naprawdę zależy (u mnie tak było z nurkowaniem – sprzęt, wyjazdy, kursy), nagle pieniądze jakoś się znajdują. Przesuwamy budżet, rezygnujemy z innych rzeczy. Pytanie brzmi: czy to naprawdę jest za drogie, czy po prostu nie jest to Twój priorytet?
Maluch: „To nie ja! On mi kazał!”7. „Bo wszyscy mi mówili, że...”
Dorosły: "Boję się wziąć odpowiedzialność za swoją decyzję."
Wygodnie jest zrzucić odpowiedzialność na mamę, ciocię, partnera czy sąsiadkę. „Oni mówili, że to bez sensu”. Kiedy coś naprawdę człowieka fascynuje albo w grę wchodzi prawdziwa miłość, zdanie otoczenia nagle traci jakiekolwiek znaczenie.
Maluch: „Pani w przedszkolu powiedziała, że nie wolno. lub Zasady wydają się niejasne, więc lepiej nie podpadać i nie robić nic”.8. „Ja po prostu nie mogę”
Dorosły: "Lęk przed ryzykiem i brak jasności."
Rozumiem, jeśli siedzisz w więzieniu i pilnuje Cię strażnik – wtedy rzeczywiście nie możesz. W większości innych sytuacji w życiu codziennym: MOŻESZ. Tylko po prostu decyzja wiąże się z konsekwencjami, których nie chcesz ponieść.
Maluch: "Nie mam na to ochoty!" - słyszy to często od dorosłych, więc szybko uczy się tej wymówki9. „Jestem na to za stara / za mały!”
Dorosły: "Lęk przed porażką, oceną otoczenia i wygodny wykręt."
To zdanie potrafi wypowiedzieć 25-latka i 70-latka. I obie tak samo mijają się z prawdą. Owszem, nie zostaniesz już pewnie primabaleriną w Teatrze Wielkim, jeśli zaczynasz w wieku 35 lat, ale możesz tańczyć dla frajdy. Wiek to często najłatwiejsza wymówka, żeby nawet nie spróbować.
Maluch: „Inne dzieci będą się śmiać”.10. „Nie wypada, tak się nie robi”
Dorosły: "Strach przed wychyleniem się z szeregu."
Trzeba trzymać się zasad społecznych i dobrych obyczajów. Zasady społeczne tworzą ludzie. Wiele rzeczy, które kiedyś były „nie do pomyślenia”, dziś są normą – i na odwrót. Często chowamy się za „powinnościami”, żeby tylko nie wyjść przed szereg i nie poczuć wzroku innych na sobie.
Powtarzane latami wymówki mają niebezpieczną właściwość – z czasem zaczynamy w nie wierzyć i wykuwamy z nich całe teorie na temat własnych możliwości czy świata. Jeśli chcesz przyjrzeć się bliżej temu, jak tworzymy takie narracje, zobacz osobną analizę:
Tylko dwa powody. Naprawdę.
Kiedy odrzucisz całą tę otoczkę, okaże się, że pod każdą z tych wymówek leżą tak naprawdę tylko dwie odpowiedzi:
NIE CHCĘ.
BOJĘ SIĘ.
I wiecie co? Wydaje mi się że obydwie są absolutnie w porządku!
Nie trzeba wstydzić się swoich lęków ani braku chęci. I wcale nie trzeba ogłaszać swoich wewnętrznych przemyśleń całemu światu. Jeśli nie masz ochoty tłumaczyć się znajomym, dlaczego nie chcesz iść na imprezę, albo czujesz, że szef nie zrozumie Twoich obaw – rzuć głośno zwykłą wymówką. Użyj swojego „braku czasu”.
Ale ze sobą na osobności mów wyłącznie szczerze.Zatrzymaj się na sekundę i zadaj sobie proste pytanie: Co tak naprawdę czuję? Po prostu mi się nie chce, czy czegoś się boję?
Dziecko nie ma jeszcze pełnej możliwości analizy i podejmowania zupełnie niezależnych decyzji – to rodzice biorą za nie ogromną część odpowiedzialności. Ale dorosły człowiek ma już tę pełną wolność.
Kiedy znasz już swoją prawdziwą odpowiedź, pojawia się miejsce na dorosły wybór:
Czy warto się przełamać?
Gdzie znaleźć motywację albo odwagę do wykonania kroku?
Jakie będą realne konsekwencje zrobienia czegoś – a jakie niezrobienia?
Które efekty są dzisiaj najważniejsze i gdzie leżą prawdziwe priorytety?
Różnica polega na tym, że przestajesz działać na autopilocie. Każda sekunda życia wynika z podejmowanych decyzji. Kiedy znasz swoje prawdziwe „nie chcę” albo „boję się”, odzyskujesz pełną kontrolę – i to Ty wybierasz, co robisz dalej.
PL
EN
DE

Komentarze
Prześlij komentarz